Krzyczące ciało, milczący umysł. Czym naprawdę jest aleksytymia?

„Wszyscy dookoła wiedzą, że jestem wściekła, a ja sama dowiaduję się o tym ostatnia, i to najczęściej z ich reakcji” – powiedziała jedna z moich pacjentek – zdiagnozowana z ADHD, niezwykle żywa, ekspresyjna, w nieustannym ruchu, gestykulująca z energią godną dyrygenta. Po jej twarzy i ciele można czytać jak w otwartej księdze. Kłopot polega na tym, że ona sama tej księgi nie potrafi zinterpretować. Dla otoczenia jej stany emocjonalne są uderzająco wręcz oczywiste, dla niej samej – stanowią nieprzeniknioną zagadkę. Jak to możliwe, że ktoś, kto dosłownie wibruje od emocji, nie ma pojęcia, co w danej chwili czuje? Odpowiedź kryje się za zjawiskiem, które w psychologii nazywamy aleksytymią.

Zablokowani czy ślepi? Mit zahamowania emocjonalnego

Aleksytymia, tłumaczona dosłownie z języka greckiego, oznacza „brak słów dla emocji” (a-lexis-thymos). W gabinetach często stykam się z potężnym niezrozumieniem tego zjawiska. Społeczeństwo, a nierzadko również specjaliści, błędnie utożsamiają ją z zahamowaniem emocjonalnym. Wyobrażamy sobie wtedy osobę o twarzy pokerzysty – chłodną, zdystansowaną, kogoś, kto świadomie (lub nie) powstrzymuje i ukrywa to, co czuje. Nic bardziej mylnego. Aleksytymia to nie jest ukrywanie emocji przed światem. To sytuacja, w której nasz własny umysł ukrywa je przed nami samymi.

To całkowite niezrozumienie mechanizmu rodzi na co dzień wiele kontrowersyjnych i bolesnych sytuacji. Ludzie po prostu nie wierzą mojej pacjentce. „Przecież widzę, że kipisz ze złości, nie udawaj, że nie wiesz, co ci jest!” – słyszy często od swoich bliskich. Rodzi to w niej ogromną frustrację i poczucie winy. Otoczenie z automatu zakłada, że skoro widać emocję gołym okiem, to dorosły człowiek musi być jej świadomy. A przecież mechanika naszej psychiki uczy nas czegoś zupełnie odwrotnego: możemy być skrajnie ekstrawertyczni, głośni, żywi, a jednocześnie całkowicie odcięci od poznawczego zrozumienia własnych stanów. Z drugiej strony barykady nierzadko stoją osoby silnie introwertyczne – na zewnątrz mogą nie okazywać absolutnie nic, ich twarz nie zdradza żadnego drgnienia mięśnia, a jednak „w środku” mają doskonale zmapowany i nazwany każdy najdrobniejszy odcień swojego smutku, lęku czy ekscytacji. Pamiętajmy: ekspresja emocji a ich wewnętrzna świadomość to dwa, nierzadko poruszające się po osobnych torach, wymiary naszego psychicznego życia.

Czuły radar na innych, zepsuty kompas na siebie

Szukając głębiej, natrafiamy na kolejny, fascynujący paradoks aleksytymii. Często instynktownie wydaje nam się, że jeśli ktoś nie potrafi rozpoznać własnych emocji, to będzie całkowicie „ślepy” na uczucia drugiego człowieka. To kolejny szkodliwy mit. Wielokrotnie obserwuję w procesie terapeutycznym fenomen, w którym osoba z aleksytymią funkcjonuje jak niezwykle czuły, niemal bezbłędny radar na nastroje otoczenia.

Wyobraźmy to sobie: taka osoba potrafi w ułamku sekundy wyłapać, że ton głosu jej partnera zmienił się o pół tonu. Bezbłędnie odczytuje mikrowyrazy twarzy przyjaciela, wiedząc, że coś go trapi, zanim on sam zdąży sformułować to w myślach. Jest świetnym, empatycznym obserwatorem zewnętrznego świata. Kiedy jednak próbuje skierować ten sam uważny radar na własne wnętrze, napotyka jedynie biały szum. To zjawisko potęguje ogromne poczucie samotności. Stajemy się ekspertami od ratowania bliskich, doskonale czytamy z ich dusz, podczas gdy nasze własne „Ja” pozostaje ciemnym, niezbadanym pokojem, w którym wpadamy na meble, po omacku szukając przełącznika światła.

Neuroatypowość a emocjonalny słownik

Dlaczego u niektórych z nas ten wewnętrzny tłumacz po prostu zawodzi? Współczesna psychologia i psychiatria coraz wyraźniej łączą zjawisko aleksytymii z neuroatypowością, zwłaszcza ze spektrum autyzmu oraz – jak w przypadku wspomnianej pacjentki – z ADHD. I nie jest to bynajmniej przypadek.

Kiedy przyjrzymy się badaniom naukowym, liczby pokazują uderzający kontrast. W populacji neurotypowej, odsetek osób zmagających się z aleksytymią szacuje się na zaledwie około 5% do 10%. Z kolei wśród osób w spektrum autyzmu (ASD), ten wskaźnik drastycznie rośnie – obszerne metaanalizy wykazują, że kryteria kliniczne aleksytymii spełnia około 50% osób z ASD, co jest wynikiem nawet dziesięciokrotnie wyższym niż w populacji ogólnej. Podobnie wygląda sytuacja u pacjentów z samym ADHD, gdzie badacze szacują, że ponad 40% osób doświadcza współwystępującej aleksytymii.

A co w sytuacji, gdy te dwa światy się łączą? U osób ze współwystępującym autyzmem i ADHD (w środowisku określanym często jako AuDHD), statystyki stają się jeszcze bardziej wymowne. Badania sugerują, że w tej grupie odsetek osób zmagających się z aleksytymią nierzadko szybuje powyżej 60%, a niektóre źródła wskazują nawet na 70%. Kumulacja trudności charakterystycznych dla obu tych ścieżek rozwoju sprawia, że wewnętrzny system rozpoznawania emocji jest poddawany ekstremalnym obciążeniom. To pokazuje ogromną, statystyczną przepaść i rzuca zupełnie nowe światło na to, jak mylnie przez lata interpretowaliśmy trudności relacyjne u osób neuroatypowych.

Osoby neuroatypowe mają po prostu często zupełnie inaczej „okablowany” system przetwarzania bodźców. Kiedy świat bezlitośnie bombarduje ich układ nerwowy informacjami, mózg zużywa potężne zasoby na same próby przetrwania w tej przebodźcowanej rzeczywistości. Emocje w umyśle z ADHD są często nagłe, uderzająco intensywne i przytłaczające – wybuchają jak fajerwerki, nie pytając o zgodę. W tym uogólnionym chaosie, delikatne połączenie pomiędzy ciałem (które krzyczy napięciem, przyspieszonym tętnem, pobudzeniem ruchowym) a korą przedczołową (która powinna ten stan opisać i zwerbalizować) ulega tymczasowemu zerwaniu. Ciało wie, że coś się dzieje. Umysł wie, że ciało znalazło się w stanie alarmu. Brakuje jednak tej jednej, kluczowej etykiety z napisem „to jest lęk” albo „to jest narastająca złość”. Zamiast tego pojawia się ogólne, nieznośne poczucie dyskomfortu, „noszenia” lub po prostu paraliżującego przebodźcowania.

Kiedy ciało staje się mapą bólu, czyli emocjonalna hipochondria

Gdy nasz umysł nie potrafi nadać emocjom odpowiednich etykiet, całe to potężne, nieuświadomione napięcie nie znika ot tak – ono musi po prostu znaleźć inne ujście. I najczęściej znajduje je właśnie w ciele. W gabinecie nierzadko obserwuję sytuację, w której osoby z aleksytymią doświadczają swoich uczuć niemal wyłącznie poprzez dolegliwości fizyczne. Zamiast uświadomić sobie narastający lęk, dojmujący smutek czy tłumiony gniew, pacjent odczuwa nagłe duszności, ścisk w żołądku, przewlekłe napięcie karku czy paraliżujące migreny. Ponieważ brakuje mu psychologicznego słownika, by powiązać ten stan z trudną sytuacją w pracy czy w związku, mylnie rozpoznaje u siebie schorzenia somatyczne. Z jego perspektywy ból, który odczuwa, jest przecież w stu procentach realny i niepodważalny. Zaczyna się więc wyczerpująca, niekończąca się wędrówka od kardiologa, przez neurologa, aż po gastrologa, w poszukiwaniu medycznej przyczyny cierpienia. W skrajnych przypadkach, ta systemowa nieumiejętność odczytywania sygnałów własnego organizmu prowadzi do ukształtowania się pełnoobjawowej hipochondrii. Umysł, desperacko szukając logicznego wyjaśnienia dla fizycznego chaosu, zaczyna obsesyjnie monitorować każdy impuls z ciała, interpretując zwykłe napięcie stresowe jako zwiastun śmiertelnej choroby. Zamiast poczuć i nazwać głęboki lęk przed odrzuceniem, taka osoba staje się święcie przekonana, że właśnie ma zawał.

Krok po kroku w stronę siebie

Praca z aleksytymią, szczególnie u osób neuroatypowych, nie jest klasycznym „odblokowywaniem” zatrzymanych emocji – bo one najczęściej już tam są i manifestują się z ogromną siłą poprzez zachowanie czy objawy somatyczne. Proces ten polega raczej na żmudnym, mozolnym tworzeniu własnego, osobistego słownika od zera. Jak wyglądają pierwsze kroki na tej drodze?

  • Skanowanie ciała zamiast analizy myśli: Zanim ułożymy z liter słowo oznaczające emocję, musimy zlokalizować ją fizycznie. Zadajemy sobie proste pytania: Gdzie czuję to napięcie? Czy to ucisk w klatce piersiowej, płytki oddech, a może zaciśnięte do bólu szczęki?
  • Odejście od presji “dlaczego”: Otoczenie w konfliktach nieustannie pyta „dlaczego znów się złościsz?”. Dla osoby z aleksytymią to pytanie to intelektualna pułapka. Najpierw wspólnie musimy odpowiedzieć na pytanie „co się teraz fizycznie i energetycznie ze mną dzieje?”, a dopiero potem, na spokojnie, możemy szukać przyczyn tego stanu.
  • Zgoda na “nie wiem”: Akceptacja faktu, że czasami odpowiedź „kompletnie nie mam pojęcia, co teraz czuję” jest pełnoprawnym stanem, a nie zepsutym mechanizmem, który należy natychmiast, siłowo naprawić.

Żyjemy w kulturze, która wymaga od nas szybkiej, wręcz błyskawicznej orientacji w naszych stanach wewnętrznych i gotowości do dzielenia się nimi. Tymczasem aleksytymia przypomina nam bardzo ważną prawdę: relacja z własnymi emocjami to nie jest aplikacja, którą dostajemy preinstalowaną w systemie. Dla wielu osób to zupełnie obcy język, którego fonetyki i gramatyki trzeba się nauczyć. I choć bywa to proces frustrujący, to ostatecznie daje szansę na ułożenie na nowo relacji, która zadecyduje o jakości całej reszty naszego życia – relacji z samym sobą.

Najważniejsze pytania o aleksytymię (FAQ)

Czym jest aleksytymia?
Aleksytymia (z gr. „brak słów dla emocji”) to nieświadomość własnych stanów emocjonalnych. Nie oznacza braku przeżywania uczuć ani chłodu emocjonalnego — osoba z aleksytymią intensywnie doświadcza emocji (często poprzez ciało), lecz jej umysł nie potrafi ich zidentyfikować, nazwać ani opisać.

Dlaczego aleksytymia tak często występuje w ADHD, ASD i AuDHD?
Ze względu na odmienne przetwarzanie bodźców i przebodźcowanie układu nerwowego. Badania wskazują, że aleksytymia występuje u ok. 5-10% populacji ogólnej, ale dotyczy aż ok. 50% osób ze spektrum autyzmu (ASD) oraz ponad 60% osób łączących autyzm z ADHD (AuDHD).

Jak aleksytymia wpływa na ciało i objawy somatyczne?
Gdy umysł nie potrafi nadać emocjom etykiety (np. „to jest lęk”), napięcie manifestuje się w ciele poprzez duszności, uścisk w żołądku, ból karku, migreny czy przyspieszone tętno. Z braku słownika emocjonalnego pacjenci często szukają przyczyn w chorobach somatycznych, co nieraz prowadzi do lęku o zdrowie i hipochondrii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *